niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 4



*Oczami Sarah*


Wstałam koło południa. Po nocy spędzonej w klubie byłam zmęczona. Wzięłam prysznic, ubrałam się i zrobiłam delikatny makijaż. Gdy wyszłam z łazienki skierowałam się do pokoju gościnnego, który służył jako pokój Pusi. Otworzyłam drzwi, a ta rzuciła się na mnie prawie mnie przewracając.
-Pusia! Siad!- krzyknęłam na nią. Posłuchała, zawsze mnie słucha mam ją od szczeniaka. "Zamiatała" podłogę ogonem i patrzyła na mnie swoimi brązowymi oczami.
-Kochany psiak. Chodź idziemy jeść, a potem zabiorę Cię na spacer. Zamerdała ogonem. Uśmiechnęłam się i zeszłam do kuchni. Gdybym nie odpuściła sobie szkoły właśnie siedziałabym na jakiejś nudnawej lekcji. Od dwóch lat jestem barmanką, nie zarabiam koksów, ale starcza na czynsz, jedzenie, karmę dla pieska i inne tym podobne rzeczy dziś nie zbędne do życia. Nasypałam Pusi karmę do miski i zaczęłam sobie szykować śniadanie. Wyjęłam miskę z szafki nasypałam płatków zbożowych i zalałam mlekiem. Szybko zjadłam i umyłam naczynia. Poszłam umyć zęby. Wrzuciłam telefon i portfel do torebki. Poszłam do przedpokoju i założyłam kurtkę wzięłam smycz z wieszaka i Pusia od razu przybiegła przypięłam smycz do obroży. Wyszłam z mieszkania i zamknęłam drzwi na klucz po czym klucze wrzuciłam do torebki. poszłam z Pusią do pobliskiego parku. Spuściłam ją ze smyczy, a sama usiadłam na ławce. Przypomniało mi się, że idę dziś wieczorem do klubu z Viol. Tylko ona biedactwo będzie musiała wrócić wcześniej. Jej rodzice pozwalają jej wracać maksymalnie o w pół do pierwszej. Moje rozmyślania przerwał krzyk:
-Ratunku! Niech ktoś zabierze tę bestie! Poderwałam się z miejsca, bo wydawało mi się, że z krzykiem jest zmieszane szczekanie mojej Pusi. Pobiegłam w stronę, z której dochodził krzyk. Nie myliłam się. Pusia szczekała na starszą panią, a raczej na jej pieska- york terriera:
-Pusia do nogi!- zawołałam, a ona natychmiast do mnie przybiegła. Przypięłam jej smycz i podeszłam do kobiety:
-Bardzo panią przepraszam. Nic pani nie jest?- spytałam uprzejmie
-Na szczęście nic mi, ani mojemu pieskowi ta bestia nie zrobiła. Kto jest na tyle głupi by taką ogromna bestie nazwać "Pusia"- odparła oburzona.
No fakt Pusia jest owczarkiem niemieckim długowłosym nie należy do najmniejszych, ale bez przesady to kochany pieseczek, a bestią to ona nie jest. Ta kobietka mnie zdenerwowała.


-Ja wymyśliłam to imię. I niech pani nie obraża mojego pieska. 
To, że pani nie umie się zachować przy psie to nie moja wina, 
co jest dziwne skoro sama posiada pani psa. Mówiąc na marginesie jest on 10 razy brzydszy od Pusi. Do widzenia-powiedziałam dumnie. Odwróciłam się, cmoknęłam na Pusię i poszłam do domu, nie czekając na reakcje kobiety...




Mam nadzieje, że rozdział się podoba :)
Proszę o komentarze :)


Pozdrawiam,


Luśka :***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz