*Oczami
Mika*
Viola
i Jula wzięły ze sobą Rose, Kristen i Charliego. Więc tylko ja i
babcia zostaliśmy w domu. Włączyłem muzykę i zacząłem malować.
Malowałem konia. Efekt końcowy był niezły, ale chyba muszę
jeszcze popracować nad malowaniem zwierząt. Choć w sumie nie wiem
czy ołówek i węgiel można nazwać malowaniem. Nagle usłyszałem
odgłos pękającego szkła. Wstałem, wyszedłem z pokoju i szybko
zbiegłem na dół. W kuchni na podłodze leżało szkło, a
właściwie potłuczona szklanka, a wśród tych odłamków leżała
babcia. Wziąłem do ręki telefon i wykręciłem 999. Po pierwszym
sygnale odebrała jakaś pani. Wytłumaczyłem o co chodzi, a ona
powiedziała, że zaraz przyjedzie karetka i żebym powiadomił kogoś
dorosłego o tym co się stało. Stwierdziłem, że najpierw
uprzątane szkło, a później zadzwonię do Violi i jej o wszystkim
powiem. Na razie nie będę psuł dziewczyną zakupów. Wiem, że
babcia jest ważniejsza, ale Viola zacznie panikować i jeszcze
wyjdzie z tego coś złego. Mam przeczucie, że ten dzień dobrze się
nie skończy.
*Oczami
Violetty*
Gdy
byłyśmy już w galerii weszłyśmy do sklepu z rzeczami dla dzieci.
Pierwsze co zrobiłam to kupiłam wózek i od razu włożyłam do
niego Kristen. Julka w tym czasie wybrała kilka pluszaków.
Zapłaciłam i poszłyśmy dalej. Sklep z odzieżą dziecięcą był
na drugim piętrze, całe szczęście, że jest winda. Mamy z Julą
farta akurat zmieściły się oba wózki, my i jeszcze zostało
trochę miejsca.
-Julka,
może chcesz się zamienić na wózki? Ty weźmiesz ten z Kristen, a
ja ten z Rose i Charlim.- spytałam Juli po wyjściu z windy.
-Tak
jest dobrze. Po za tym musisz pilnować swojego dziecka.-
odpowiedziała wskazując na Kristen.
-Masz
racje, to moje maleństwo.- powiedziałam z uśmiechem.
*Oczami
Louisa*
Czy
ja dobrze widzę? Nie to niemożliwe, ona nie ma dziecka. To nie może
być prawda. Choć z drugiej strony ta dziewczyna obok niej
powiedziała: „Musisz pilnować swojego dziecka”, a ta jej
odpowiedziała: „To moje maleństwo”. Nie żebym podsłuchiwał,
ale mówiły całkiem głośno. Ona miała mieć dzieci ze mną, a
nie z kimś. „ona” nawet nie znam jej imienia, a cały czas o
niej myślę. Może podejdę się przywitać, to nie jest taki zły
pomysł, bo po poznaniu jej imienia można spytać i o dzieci,
przecież tam są dwa wózki, a w tym drugim wózku jest dwójka
dzieci- chłopiec i dziewczynka. Louis ogarnij się, nie wyciągaj
pochopnych wniosków, przecież ona jest za młoda na dzieci. To
tylko rodzeństwo. Nie mam pewności, ale wiara musi mi na razie
wystarczyć. Postanowiłem jednak podejść, byłem już o metr od
nich, gdy zadzwonił telefon dziewczyny.
*Oczami
Juli*
Gadałyśmy
właśnie do jakiego sklepu pójść najpierw gdy zadzwonił telefon
Violetty. Odebrała. Nie słyszałam co mówią po drugiej stronie,
ale Viola odpowiadała monosylabami i w dodatku zauważyłam, że jej
nastrój z sekundy na sekundę się psuje. Kiedy skończyła rozmowę
zwróciła się do mnie:
-Juls,
babcia jest w szpitalu, miała zawał. Podobno jej stan jest
stabilny, ale boję się o nią. Mike pojechał z nią karetką i to
on po nią zadzwonił. Dobrze, że był w domu, bo powiedzieli mi, że
jakby nie zadzwonił tak szybko i jakby oni przyjechaliby 10 minut
później to babcia mogłaby już...- w tym momencie Violetta się
zacięła, a z jej oczu popłynęły łzy. Przytuliłam ją do
siebie:
-Nie
płacz, nie kończ. Damy radę tylko trzeba jechać do szpitala,
musimy jechać do babci.- mówiłam łagodnie i głaskałam ją po
plecach, żeby się uspokoiła.
-Ale
my musimy tam być szybko, a autobusem z dwoma wózkami sobie nie
poradzimy, na pieszo za długo, a i dzieci nie ma z kim zostawić.
Nie wybaczę sobie jak...
-Przestań,
nawet tak nie myśl. Znajdziemy sposób.- przerwałam jej. Nie chce
słuchać jak Viola mówi o najgorszym. Nie może płakać i ja też
nie mogę, dla niej nie będę płakać to może wtedy się uspokoi.
Póki co, to stoimy na środku galerii, Violetta płacze i się do
mnie przytula. Musimy działać. Gdy miałam się odezwać podszedł
do nas jakiś chłopak, wyglądał jakby był w wieku Violi. Zwrócił
się do niej:
-Hej,
my znów się widzimy i po raz kolejny nie jest to wesoła sytuacja.
Chwila, chwila to Viola zna tego typka. Ja też go skądś kojarzę.
A to nie jest jeden z chłopaków z One Direction, na którym punkcie
szaleje moja przyjaciółka. No jasne przecież to Louis Tomlinson.
Ale ja ogarnięta. Przez ten czas co ja myślałam Viola nie odezwała
się ani słowem. Szturchnęłam ją i dopiero wtedy się odezwała:
-Tak,
spotykamy się i ja znów mam problem.
-Co
się stało...? Jak masz na imię, bo tak bezosobowo nie wypada
mówić.-powiedział Louis
-Moja
babcia, miała zawał, jest w szpitalu razem z moim młodszym bratem,
a my(tu Viola wskazała na mnie i na wózki) musimy się dostać do
szpitala, co nie jest łatwe zwłaszcza, że na pieszo za dużo
czasu, a autobus odpada, bo wózki go zapchają i nikt nie będzie
mógł wejść. Jestem Violetta, moja siostra Julia, moja siostra
Rose, brat Charli i moja tak jakby córka- Kristen.- Viola
wytłumaczyła całą sytuacje i przedstawiła siebie oraz naszą
resztę.
-Miło
mi Louis jestem. A co byś powiedziała, gdybym podwiózł was do
szpitala busem?- spytałam
-Wiem
jak się nazywasz i mi również miło. Mógłbyś? Byłabym bardzo
wdzięczna.- odpowiedział Viola.
-Jakbym
nie mógł to bym nie pytał, mogę, a nawet chce.- powiedział i się
uśmiechnął.
-Dziękuje,
dziękuje, dziękuje!- zawołała Viola i odwzajemniła uśmiechem-To
chodźmy nie mamy czasu do stracenia.- Louis mówiąc to wskazał
ręką na windę. Zmieściliśmy się w niej wszyscy i zjechaliśmy
na podziemny parking. Louis zaprowadził nas do busa, otworzył drzwi
razem z Violą wstawił wózki do tyłu, gdzie ja też siadłam, żeby
pilnować dzieciaków, a on i Violetta poszli do przodu. Po chwili
ruszyliśmy, a Louis i Violetta zaczęli rozmawiać.
Hej,
jest 22, do akcji wkroczył Louis co z tego wyniknie?
Wiem,
że miał być wcześniej, ale miałam problemy z pendrivem :/
Do
napisania,
Luśka
:***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz