sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 21

*Oczami Mika*

Viola i Jula wzięły ze sobą Rose, Kristen i Charliego. Więc tylko ja i babcia zostaliśmy w domu. Włączyłem muzykę i zacząłem malować. Malowałem konia. Efekt końcowy był niezły, ale chyba muszę jeszcze popracować nad malowaniem zwierząt. Choć w sumie nie wiem czy ołówek i węgiel można nazwać malowaniem. Nagle usłyszałem odgłos pękającego szkła. Wstałem, wyszedłem z pokoju i szybko zbiegłem na dół. W kuchni na podłodze leżało szkło, a właściwie potłuczona szklanka, a wśród tych odłamków leżała babcia. Wziąłem do ręki telefon i wykręciłem 999. Po pierwszym sygnale odebrała jakaś pani. Wytłumaczyłem o co chodzi, a ona powiedziała, że zaraz przyjedzie karetka i żebym powiadomił kogoś dorosłego o tym co się stało. Stwierdziłem, że najpierw uprzątane szkło, a później zadzwonię do Violi i jej o wszystkim powiem. Na razie nie będę psuł dziewczyną zakupów. Wiem, że babcia jest ważniejsza, ale Viola zacznie panikować i jeszcze wyjdzie z tego coś złego. Mam przeczucie, że ten dzień dobrze się nie skończy.

*Oczami Violetty*

Gdy byłyśmy już w galerii weszłyśmy do sklepu z rzeczami dla dzieci. Pierwsze co zrobiłam to kupiłam wózek i od razu włożyłam do niego Kristen. Julka w tym czasie wybrała kilka pluszaków. Zapłaciłam i poszłyśmy dalej. Sklep z odzieżą dziecięcą był na drugim piętrze, całe szczęście, że jest winda. Mamy z Julą farta akurat zmieściły się oba wózki, my i jeszcze zostało trochę miejsca.
-Julka, może chcesz się zamienić na wózki? Ty weźmiesz ten z Kristen, a ja ten z Rose i Charlim.- spytałam Juli po wyjściu z windy.
-Tak jest dobrze. Po za tym musisz pilnować swojego dziecka.- odpowiedziała wskazując na Kristen.
-Masz racje, to moje maleństwo.- powiedziałam z uśmiechem.

*Oczami Louisa*

Czy ja dobrze widzę? Nie to niemożliwe, ona nie ma dziecka. To nie może być prawda. Choć z drugiej strony ta dziewczyna obok niej powiedziała: „Musisz pilnować swojego dziecka”, a ta jej odpowiedziała: „To moje maleństwo”. Nie żebym podsłuchiwał, ale mówiły całkiem głośno. Ona miała mieć dzieci ze mną, a nie z kimś. „ona” nawet nie znam jej imienia, a cały czas o niej myślę. Może podejdę się przywitać, to nie jest taki zły pomysł, bo po poznaniu jej imienia można spytać i o dzieci, przecież tam są dwa wózki, a w tym drugim wózku jest dwójka dzieci- chłopiec i dziewczynka. Louis ogarnij się, nie wyciągaj pochopnych wniosków, przecież ona jest za młoda na dzieci. To tylko rodzeństwo. Nie mam pewności, ale wiara musi mi na razie wystarczyć. Postanowiłem jednak podejść, byłem już o metr od nich, gdy zadzwonił telefon dziewczyny.

*Oczami Juli*

Gadałyśmy właśnie do jakiego sklepu pójść najpierw gdy zadzwonił telefon Violetty. Odebrała. Nie słyszałam co mówią po drugiej stronie, ale Viola odpowiadała monosylabami i w dodatku zauważyłam, że jej nastrój z sekundy na sekundę się psuje. Kiedy skończyła rozmowę zwróciła się do mnie:
-Juls, babcia jest w szpitalu, miała zawał. Podobno jej stan jest stabilny, ale boję się o nią. Mike pojechał z nią karetką i to on po nią zadzwonił. Dobrze, że był w domu, bo powiedzieli mi, że jakby nie zadzwonił tak szybko i jakby oni przyjechaliby 10 minut później to babcia mogłaby już...- w tym momencie Violetta się zacięła, a z jej oczu popłynęły łzy. Przytuliłam ją do siebie:
-Nie płacz, nie kończ. Damy radę tylko trzeba jechać do szpitala, musimy jechać do babci.- mówiłam łagodnie i głaskałam ją po plecach, żeby się uspokoiła.
-Ale my musimy tam być szybko, a autobusem z dwoma wózkami sobie nie poradzimy, na pieszo za długo, a i dzieci nie ma z kim zostawić. Nie wybaczę sobie jak...
-Przestań, nawet tak nie myśl. Znajdziemy sposób.- przerwałam jej. Nie chce słuchać jak Viola mówi o najgorszym. Nie może płakać i ja też nie mogę, dla niej nie będę płakać to może wtedy się uspokoi. Póki co, to stoimy na środku galerii, Violetta płacze i się do mnie przytula. Musimy działać. Gdy miałam się odezwać podszedł do nas jakiś chłopak, wyglądał jakby był w wieku Violi. Zwrócił się do niej:
-Hej, my znów się widzimy i po raz kolejny nie jest to wesoła sytuacja. Chwila, chwila to Viola zna tego typka. Ja też go skądś kojarzę. A to nie jest jeden z chłopaków z One Direction, na którym punkcie szaleje moja przyjaciółka. No jasne przecież to Louis Tomlinson. Ale ja ogarnięta. Przez ten czas co ja myślałam Viola nie odezwała się ani słowem. Szturchnęłam ją i dopiero wtedy się odezwała:
-Tak, spotykamy się i ja znów mam problem.
-Co się stało...? Jak masz na imię, bo tak bezosobowo nie wypada mówić.-powiedział Louis
-Moja babcia, miała zawał, jest w szpitalu razem z moim młodszym bratem, a my(tu Viola wskazała na mnie i na wózki) musimy się dostać do szpitala, co nie jest łatwe zwłaszcza, że na pieszo za dużo czasu, a autobus odpada, bo wózki go zapchają i nikt nie będzie mógł wejść. Jestem Violetta, moja siostra Julia, moja siostra Rose, brat Charli i moja tak jakby córka- Kristen.- Viola wytłumaczyła całą sytuacje i przedstawiła siebie oraz naszą resztę.
-Miło mi Louis jestem. A co byś powiedziała, gdybym podwiózł was do szpitala busem?- spytałam
-Wiem jak się nazywasz i mi również miło. Mógłbyś? Byłabym bardzo wdzięczna.- odpowiedział Viola.
-Jakbym nie mógł to bym nie pytał, mogę, a nawet chce.- powiedział i się uśmiechnął.
-Dziękuje, dziękuje, dziękuje!- zawołała Viola i odwzajemniła uśmiechem-To chodźmy nie mamy czasu do stracenia.- Louis mówiąc to wskazał ręką na windę. Zmieściliśmy się w niej wszyscy i zjechaliśmy na podziemny parking. Louis zaprowadził nas do busa, otworzył drzwi razem z Violą wstawił wózki do tyłu, gdzie ja też siadłam, żeby pilnować dzieciaków, a on i Violetta poszli do przodu. Po chwili ruszyliśmy, a Louis i Violetta zaczęli rozmawiać. 


Hej, jest 22, do akcji wkroczył Louis co z tego wyniknie?
Wiem, że miał być wcześniej, ale miałam problemy z pendrivem :/


Do napisania,
Luśka :*** 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz