Po
słowach babci po prostu zerwałem się z krzesła i pobiegłem do
dyżurki pielęgniarek.
Zawołałem tylko: „Moja babcia umiera!!!” Pielęgniarki natychmiast wstały i szybko poszły do babci, a jedna z nich zadzwoniła do lekarza. Wróciłem do sali, w której leżała babcia. Chcieli reanimować babcie, ale Viola im to uniemożliwiała, trzymała babcie za rękę, patrzyła na jej twarz i powtarzała jak w transie: „Nie zostawiaj nas” Julka przytulała Violettę i próbowała ją odciągnąć. Podszedłem do nich i powiedziałem do Violi:
Zawołałem tylko: „Moja babcia umiera!!!” Pielęgniarki natychmiast wstały i szybko poszły do babci, a jedna z nich zadzwoniła do lekarza. Wróciłem do sali, w której leżała babcia. Chcieli reanimować babcie, ale Viola im to uniemożliwiała, trzymała babcie za rękę, patrzyła na jej twarz i powtarzała jak w transie: „Nie zostawiaj nas” Julka przytulała Violettę i próbowała ją odciągnąć. Podszedłem do nich i powiedziałem do Violi:
-Chodź,
jest szansa, że uratują babcie, ale my nie możemy im przeszkadzać.
Zrezygnowana Viola puściła rękę babci. Lekarz kazał nam iść na
korytarz i czekać. Tak też zrobiliśmy. Jak Louis nas zobaczył od
razu zerwał się z miejsca i spytał się nas: „Co się stało?”
Chyba kapnął się, że coś jest nie tak, bo Violetta cały czas
powtarzała pod nosem: „Ona nie może”. Julia patrzyła się tępo
w ścianę i nic nie mówiła więc ja pospieszyłem z wyjaśnieniami:
-Nasza
babcia powiedziała nam, że przyjechała się pożegnać i teraz
idzie do Boga i ona chyba umarła. Niby próbują ją reanimować,
ale ja mam przeczucie, że to już nic nie da.- wydusiłem z siebie.
-O
boże- Louis był zaskoczony i chyba trochę przerażony moimi
słowami. Zauważyłem, że Viola przytula się do Louisa i zaczyna
płakać co chwilę mówiąc: „Nie, nie, nie...” On ją obejmuje
i prowadzi na krzesło. Siadają na krzesłach, a ja mam wrażenie,
że z każdą minutą Viola przytula się do Louis coraz mocniej i że
coraz więcej łez kapie jej z oczu. W końcu Violetta wstaje ze
swojego krzesła i siada Louisowi na kolanach wtulając głowę w
jego szyję, a on ją mocno przytula. Julia stoi patrząc się w
ścianę i nałogowo mruga, żeby powstrzymać łzy. Ona chyba nie do
końca wie co się wokół niej dzieje. Biorę ją za rękę i
prowadzę na krzesło. Zaraz po tym jak siada mocniej ściska moją
rękę i nadal wpatruję się w ścianę, odwzajemniam uścisk.
Siedzimy we czworo na krzesłach, obok stoją dwa wózki, jest cisza,
no może czasami słychać szloch Violi lub jej szept wypowiadający
wciąż to samo, jedno słowo- „nie”. W końcu z sali wychodzi
lekarz i mówi do nas:
-Niestety
nie udało się, chcecie iść po raz ostatni ją zobaczyć? Na jego
słowa Violetta zaczyna na cały głos krzyczeć: „Nie to
niemożliwe!!! To nie może być prawda!!!, proszę nie” ostatnie
dwa słowa to szept zamieniający się w szloch. Louis delikatnie ją
kołyszę na swoich kolanach. Zauważyłem, że mimo iż nie znał
naszej babci to w jego oczach zalśniły łzy. Julka nadal patrzyła
w ścianę, tym razem łzy leciały z jej oczu jak wodospad i coraz
mocniej ściskała moją rękę, a ja nie czułem nic, zupełną
pustkę. Lekarz patrząc na nas stwierdził, że raczej nie chcemy
zobaczyć babci więc odszedł mówiąc, że mu przykro.
*Oczami
Louisa*
Nie
znałem babci Violi, ale jak usłyszałem o tym, że nie żyję łzy
zakręciły mi się w oczach, ale nie mogłem się rozpłakać muszę
być silny dla Violetty. Ona siedziała mi na kolanach i nie wiem czy
to możliwe, ale czułem jakby co jakiś czas mocniej się do mnie
przytulała i mocniej zaczynała płakać. Julia patrzyła się w
ścianę, a łzy leciały po jej policzkach i skapywały na podłogę.
Mike siedział trzymając Julę za rękę i patrzył się w podłogę,
nie płakał. Zdziwiłem się, przecież właśnie stracił babcię.
Może to do niego jeszcze nie dotarło, albo nie wierzy, że to
prawda. A może tak jak ja starał się być silny, pewnie chciał,
żeby siostry mogły na nim polegać. Viola chyba się trochę
uspokajała. Jejku, współczuję jej z całego serca, tyle przeszła,
to widać po niej. Jest już zmęczona życiem. Szkoda mi jej. Taka
piękna i inteligentna dziewczyna, a tak cierpi, aż żal patrzeć.
Spojrzała na mnie oczami zaczerwienionymi od płaczu i nadal pełnymi
łez i powiedziała:
-Chodźmy
stąd, ja już dłużej tu nie mogę, a poza tym to raczej nic tu po
nas.
-Okey,
chodźmy.- odpowiedziałem jej, a ona wstała z moich kolan. Również
się podniosłem. Złapałem za wózek z Rose i Charlim, a Viola
wzięła ten z Kristen.
-Julcia,
Mike chodźcie, nic tu po nas. Wracamy do domu.- Violetta powiedziała
do dwójki rodzeństwa. Mike wstał pociągając za sobą. Julia nie
reagowała. Patrzyła się na ścianę. Ruszyliśmy do windy,
zjechaliśmy na dół i wyszliśmy przed budynek. Skierowaliśmy się
do busa. Weszliśmy do samochodu. Spytałem Violę o adres, na który
mam ich odwieźć, a reszta drogi minęła w ciszy. Zaparkowałem pod
domem. Usłyszałem głos Violetty:
-Wejdziesz?
Nie chce być sama, a rodzice wracają późno.
-Jeśli
nie będę wam przeszkadzał to mogę wejść.- odparłem
-
Przeszkadzać na pewno nie będziesz, jedynie pomagać- spróbowała
się uśmiechnąć, nie bardzo jej to wyszło, ale dobre i to, że
przestała płakać. Wysiadłem z busa i wyjąłem z niego wózki.
Ruszyliśmy podjazdem do domu Violetty.
*Oczami
Violetty*
Bałam
się zostać sama, no może nie byłabym do końca sama, bo przecież
mam rodzeństwo, ale i tak się bałam. Przy Louisie czułam się
bezpiecznie, to mi wystarczyło i zaprosiłam go do domu. Wiedziałam,
że jak ktoś ma mi pomóc się ogarnąć to jest to Louis. Gdy
weszliśmy do domu. Louis za pomocą moich wskazówek pozanosił
Rose, Charliego i Kristen do odpowiednich pokoi, a Kristen to nawet
łóżeczko złożył. Po tym jak dzieciaki spały w swoich pokojach,
zaproponowałam Louisowi coś do jedzenia. Nie chciał. Jak
przechodziliśmy koło pokoju Juli to usłyszałam jak ona płaczę,
a Mike próbuje ją pocieszyć. Natychmiastowo w moich oczach ukazały
się łzy, które powoli zaczęły spływać po policzkach. Louis je
otarł i zaprowadził mnie na kanapę. Usiedliśmy, chciałam byś
jak najbliżej niego więc mocno się w niego wtuliłam. To mi nie
wystarczało, dlatego po chwili siedziałam mu na kolanach, ale on
chyba nie miał nic przeciwko, nie protestował, tylko mocniej mnie
przytulił. Czy ja czasem nie robię mu nadziei na związek? Jezu,
jaki ze mnie dureń. On może pomyśleć, że ja chcę być z nim
razem, że chcę jego miłości. Fakt w aktualnym momencie potrzebuje
jego miłości i bliskości, ale jako przyjaciela, a nie chłopaka.
Nie jestem gotowa na związek i coś mi się wydaję, że już nigdy
nie będę gotowa. A jak to zniszczy naszą przyjaźń? W ogóle mogę
to nazwać przyjaźnią? O czym ja myślę? Moja babcia umarła, ja
znów się pocięłam, a myślę o związkach i przyjaźniach no i o
Louisie. Stop! Przestań! Później się będę martwić o przyjaźń
z Louisem. Jakoś przyjęłam to do wiadomości. Zachciało mi się
spać. Wtuliłam się w Louisa i starałam się zasnąć, żeby już
nie myśleć.
Przybywam z nowym rozdziałem, wiem, że trochę późno, mam nadzieję, że mi to
wybaczycie :)
Im więcej komentarzy tym szybciej rozdział :) A teraz mam mnóstwo czasu na pisanie, bo jestem chora więc kilka rozdziałów do przodu jest :)
Zastanawiam się czy nie założyć kolejnego bloga z opowiadaniem, co Wy na to? Na górze po prawo jest ankieta, zapraszam do głosowania :)
Zapraszam na blogi wypisane po prawej stronie, polecam do czytania, dziewczyny, które piszą te blogi mają talent, który trzeba docenić :)
Komentarz= uśmiech na mojej twarzy :D
Trzymajcie się i do następnego <3
Luśka :***
Hej!
OdpowiedzUsuńTwój blog jest genialny! Już go kocham...
Strasznie szkoda mi Violetty. Nie dość, że jej ojciec jest jaki jest, to jeszcze śmierć babci. A najgorsze jest to, że boi się zakochać, a biedny Lou już ją kocha :(
Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy ^^
Ola xx