piątek, 2 maja 2014

Rozdział 23

*Oczami Juli*

Dzieje się coś złego. Viola przed chwilą się uśmiechała, a teraz mruga, żeby powstrzymać łzy. No tak szpital. Debil ze mnie. Violetta nie teraz, trzymaj się, jestem z Tobą. Proszę Cię nie przypominaj tego sobie teraz. To na nic, już jest za późno, zanim zdążyłam zareagować zostawiła wózek na środku korytarza i pobiegła w stronę łazienki. Teraz to już wszystko stracone, będzie jeszcze gorzej. Dostrzegłam pytające spojrzenie Louisa, który złapał wózek z Kristen i zjechał nim z przejścia. Nie mogę mu powiedzieć. Trzeba coś wymyślić. Stanęliśmy pod bokiem, a ja powiedziałam:
-Louis, to długa historia, to przez to się tu przenieśliśmy. Viola teraz musi pobyć sama i zajmie jej to sporo czasu, w końcu się ogarnie, ale potrzebuje czasu. Jeszcze nie zdążyła zapomnieć i teraz tylko się nasiliło. Jest jej ciężko. Nie mogę Ci lepiej tego wyjaśnić. Ona kiedyś Ci to powie, ale musisz jej zaufać, a co ważniejsze ona musi Ci zaufać, a po tym co się stało trudno jej zaufać komukolwiek. Potrzebuje czasu.
-Julia, ja nie wiem co się stało, ale wiem, że to coś bardzo strasznego i bolesnego dla niej. Ja już jej ufam i poczekam, aż ona mi zaufa. Wiem, że dużo osób myśli, że jestem tylko jedną z tych gwiazdeczek zaprogramowanych jak robot i robiących to czego ode mnie oczekują. Ale to nie prawda, ja jestem człowiekiem i mam uczucia i nie jestem ślepy, widzę, że coś jest nie tak. Mogę do niej pójść? Boję się o nią, wydaję się być taka krucha.
-Widać, że jesteś człowiekiem i że się o nią martwisz, ale lepiej zrobimy jak damy jej chwilę. Wytrzymasz? Pójdziesz do niej za jakieś 15 minut.
-Ok, poczekam. Chodź może usiąść.- odpowiedział mi. Poszliśmy usiąść, a Louis co chwila nerwowo spoglądał na zegarek na zmianę z drzwiami od łazienki, za którymi zniknęła Violetta.

*Oczami Violetty*

Zanim zaczęłam płakać na korytarzu, zostawiłam wózek i pobiegłam do łazienki. Na całe szczęście była wolna. Zamknęłam się i usiadłam na zimnej podłodze. Łzy strumieniami płynęły po moich policzkach. To wszystko do mnie wróciło. Nie, nie nie... Proszę zabierzcie to ode mnie. Nie chcę tych wspomnień, ale jest już za późno. Nie mogę cofnąć czasu, żeby to naprawić. Jaka ja byłam, jestem głupia. Muszę zapomnieć. Wiem: przecież zawsze mam żyletkę przy sobie. Otworzyłam torbę i znalazłam to czego szukałam. A gdyby tak zniknąć na zawsze? Zapomnieć o tym bólu? Nie, o czym ja myślę. Muszę pomóc Juli, muszę zająć się Rose, Charlim, Mikiem, muszę wychować Kristen. Wdech, wydech. Odłóż żyletkę, nie możesz. Już prawie mi się udało, ale właśnie wtedy wrócił najgorszy moment i ten ból. Nie dałam rady. Zamknęłam oczy, z których teraz wylewało się jeszcze więcej łez i przeciągnęłam żyletką po nadgarstku. Raz, drugi, trzeci. W końcu przestałam liczyć, ale to nie wiele pomogło, wspomnienia zostały, a razem z nimi ból i łzy.

*Oczami Louisa*

Po 15 minutach nerwowego oczekiwania spytałem Juli:
-Mogę do niej iść czy Ty idziesz?
-Idź ja zostanę z dziećmi. Mam nadzieję, że ją tu przyprowadzisz- odpowiedziała mi.
-Ja też mam taką nadzieje. Trzymaj kciuki, żeby się udało- wstałem z miejsca, wymusiłem uśmiech i poszedłem w stronę toalet. Na szczęście nie było podziału na męskie i żeńskie. Były 3 ogólne i 2 dla inwalidów. Zapukałem do pierwszej z 3 kabin. Odezwał się zapłakany głos, rozpoznałem, że to głos Violi, a więc trafiłem.
-Viola, otwórz. Jest okey.
-Nie otworze. Nie jest okey, nie było i nie będzie.
-Wyjdź proszę Cię. Ze mną jesteś bezpieczna. Porozmawiajmy.
-Z nikim nie będę bezpieczna. Po co mam wychodzić? Po co mam żyć? Uwierz wolałbyś mnie nie oglądać w takim stanie.
-Nieważne w jakim jesteś stanie. Chcę Ci pomóc. Otwórz, wyjdź, albo mnie wpuść. Może potrafię jakoś pomóc.
-Nikt nie potrafi mi pomóc, wszystko niszczę, jestem do niczego.- Violetta nie chciała otworzyć. Mówiła, że nikt jej nie pomoże. Gdy jej szloch się nasilił myślałem, że wszystko stracone. Tylko się nie zabij powtarzałem w myślach.
-Na pewno nie jesteś do niczego, jesteś wspaniałą osobą. To życie postawiło przed Tobą za dużo przeszkód, ale pokonałaś już tyle, a teraz chcesz się poddać?- spytałem i czekałem na odpowiedź, a kiedy ta nie przyszła, a szloch ustał zdenerwowałem się. Ona nie mogła tego zrobić. Nie teraz nie mogę jej stracić. A jeśli to już koniec?



Jak myślicie, co będzie dalej?

Luśka :***

3 komentarze:

  1. Kochana, dziękuję, że doceniasz moją pracę na Lie to me i komentujesz rozdziały, kocham CIę <3
    Co do rozdziału:
    NIE, TO NIE MOŻE BYĆ KONIEC, NIE MOŻE JEJ STRACIĆ :o
    OMG
    uhh nie wiem co może byc dalej, byle tylko wszytsko się jakoś ułożyło :o
    Pojawił się kolejny rozdział : http://lietomefanfic.blogspot.com/2014/05/rozdzia-47.html
    I ZACZĘŁAM DRUGIEGO BLOGA, który łączy się z Lie to me, ale tutaj Harry jest głownym bohaterem, też zapraszam http://sinisterstylesfanfic.blogspot.com/
    I gorąco proszę o opinię <3
    Pozdrawiam, weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką twórczość jak Twoją to trzeba doceniać, kocham Lie to me i Sinistera też już kocham, a najbardziej to Ciebie kocham, bo to piszesz <333


      Nowy na Lie to me i do tego jeszcze Sinister OMG! Lece czytać i komentować :***
      I weny, bo z nią różnie bywa ;)

      Usuń
  2. świetny <3 czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń