*Oczami Juli*
Dzieje się coś złego. Viola przed chwilą się uśmiechała, a teraz mruga, żeby powstrzymać łzy. No tak szpital. Debil ze mnie. Violetta nie teraz, trzymaj się, jestem z Tobą. Proszę Cię nie przypominaj tego sobie teraz. To na nic, już jest za późno, zanim zdążyłam zareagować zostawiła wózek na środku korytarza i pobiegła w stronę łazienki. Teraz to już wszystko stracone, będzie jeszcze gorzej. Dostrzegłam pytające spojrzenie Louisa, który złapał wózek z Kristen i zjechał nim z przejścia. Nie mogę mu powiedzieć. Trzeba coś wymyślić. Stanęliśmy pod bokiem, a ja powiedziałam:
Dzieje się coś złego. Viola przed chwilą się uśmiechała, a teraz mruga, żeby powstrzymać łzy. No tak szpital. Debil ze mnie. Violetta nie teraz, trzymaj się, jestem z Tobą. Proszę Cię nie przypominaj tego sobie teraz. To na nic, już jest za późno, zanim zdążyłam zareagować zostawiła wózek na środku korytarza i pobiegła w stronę łazienki. Teraz to już wszystko stracone, będzie jeszcze gorzej. Dostrzegłam pytające spojrzenie Louisa, który złapał wózek z Kristen i zjechał nim z przejścia. Nie mogę mu powiedzieć. Trzeba coś wymyślić. Stanęliśmy pod bokiem, a ja powiedziałam:
-Louis,
to długa historia, to przez to się tu przenieśliśmy. Viola teraz
musi pobyć sama i zajmie jej to sporo czasu, w końcu się ogarnie,
ale potrzebuje czasu. Jeszcze nie zdążyła zapomnieć i teraz tylko
się nasiliło. Jest jej ciężko. Nie mogę Ci lepiej tego wyjaśnić.
Ona kiedyś Ci to powie, ale musisz jej zaufać, a co ważniejsze ona
musi Ci zaufać, a po tym co się stało trudno jej zaufać
komukolwiek. Potrzebuje czasu.
-Julia,
ja nie wiem co się stało, ale wiem, że to coś bardzo strasznego i
bolesnego dla niej. Ja już jej ufam i poczekam, aż ona mi zaufa.
Wiem, że dużo osób myśli, że jestem tylko jedną z tych
gwiazdeczek zaprogramowanych jak robot i robiących to czego ode mnie
oczekują. Ale to nie prawda, ja jestem człowiekiem i mam uczucia i
nie jestem ślepy, widzę, że coś jest nie tak. Mogę do niej
pójść? Boję się o nią, wydaję się być taka krucha.
-Widać,
że jesteś człowiekiem i że się o nią martwisz, ale lepiej
zrobimy jak damy jej chwilę. Wytrzymasz? Pójdziesz do niej za
jakieś 15 minut.
-Ok,
poczekam. Chodź może usiąść.- odpowiedział mi. Poszliśmy
usiąść, a Louis co chwila nerwowo spoglądał na zegarek na zmianę
z drzwiami od łazienki, za którymi zniknęła Violetta.
*Oczami
Violetty*
Zanim
zaczęłam płakać na korytarzu, zostawiłam wózek i pobiegłam do
łazienki. Na całe szczęście była wolna. Zamknęłam się i
usiadłam na zimnej podłodze. Łzy strumieniami płynęły po moich
policzkach. To wszystko do mnie wróciło. Nie, nie nie... Proszę
zabierzcie to ode mnie. Nie chcę tych wspomnień, ale jest już za
późno. Nie mogę cofnąć czasu, żeby to naprawić. Jaka ja byłam,
jestem głupia. Muszę zapomnieć. Wiem: przecież zawsze mam żyletkę
przy sobie. Otworzyłam torbę i znalazłam to czego szukałam. A
gdyby tak zniknąć na zawsze? Zapomnieć o tym bólu? Nie, o czym ja
myślę. Muszę pomóc Juli, muszę zająć się Rose, Charlim,
Mikiem, muszę wychować Kristen. Wdech, wydech. Odłóż żyletkę,
nie możesz. Już prawie mi się udało, ale właśnie wtedy wrócił
najgorszy moment i ten ból. Nie dałam rady. Zamknęłam oczy, z
których teraz wylewało się jeszcze więcej łez i przeciągnęłam
żyletką po nadgarstku. Raz, drugi, trzeci. W końcu przestałam
liczyć, ale to nie wiele pomogło, wspomnienia zostały, a razem z
nimi ból i łzy.
*Oczami
Louisa*
Po
15 minutach nerwowego oczekiwania spytałem Juli:
-Mogę
do niej iść czy Ty idziesz?
-Idź
ja zostanę z dziećmi. Mam nadzieję, że ją tu przyprowadzisz-
odpowiedziała mi.
-Ja
też mam taką nadzieje. Trzymaj kciuki, żeby się udało- wstałem
z miejsca, wymusiłem uśmiech i poszedłem w stronę toalet. Na
szczęście nie było podziału na męskie i żeńskie. Były 3
ogólne i 2 dla inwalidów. Zapukałem do pierwszej z 3 kabin.
Odezwał się zapłakany głos, rozpoznałem, że to głos Violi, a
więc trafiłem.
-Viola,
otwórz. Jest okey.
-Nie
otworze. Nie jest okey, nie było i nie będzie.
-Wyjdź
proszę Cię. Ze mną jesteś bezpieczna. Porozmawiajmy.
-Z
nikim nie będę bezpieczna. Po co mam wychodzić? Po co mam żyć?
Uwierz wolałbyś mnie nie oglądać w takim stanie.
-Nieważne
w jakim jesteś stanie. Chcę Ci pomóc. Otwórz, wyjdź, albo mnie
wpuść. Może potrafię jakoś pomóc.
-Nikt
nie potrafi mi pomóc, wszystko niszczę, jestem do niczego.-
Violetta nie chciała otworzyć. Mówiła, że nikt jej nie pomoże.
Gdy jej szloch się nasilił myślałem, że wszystko stracone. Tylko
się nie zabij powtarzałem w myślach.
-Na
pewno nie jesteś do niczego, jesteś wspaniałą osobą. To życie
postawiło przed Tobą za dużo przeszkód, ale pokonałaś już
tyle, a teraz chcesz się poddać?- spytałem i czekałem na
odpowiedź, a kiedy ta nie przyszła, a szloch ustał zdenerwowałem
się. Ona nie mogła tego zrobić. Nie teraz nie mogę jej stracić.
A jeśli to już koniec?
Jak
myślicie, co będzie dalej?
Luśka
:***
Kochana, dziękuję, że doceniasz moją pracę na Lie to me i komentujesz rozdziały, kocham CIę <3
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału:
NIE, TO NIE MOŻE BYĆ KONIEC, NIE MOŻE JEJ STRACIĆ :o
OMG
uhh nie wiem co może byc dalej, byle tylko wszytsko się jakoś ułożyło :o
Pojawił się kolejny rozdział : http://lietomefanfic.blogspot.com/2014/05/rozdzia-47.html
I ZACZĘŁAM DRUGIEGO BLOGA, który łączy się z Lie to me, ale tutaj Harry jest głownym bohaterem, też zapraszam http://sinisterstylesfanfic.blogspot.com/
I gorąco proszę o opinię <3
Pozdrawiam, weny :*
Taką twórczość jak Twoją to trzeba doceniać, kocham Lie to me i Sinistera też już kocham, a najbardziej to Ciebie kocham, bo to piszesz <333
UsuńNowy na Lie to me i do tego jeszcze Sinister OMG! Lece czytać i komentować :***
I weny, bo z nią różnie bywa ;)
świetny <3 czekam na next <3
OdpowiedzUsuń