poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 12

*Oczami Violetty*


Zatrzasnęłam drzwi i z sunęłam się po nim ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Po chwili wstałam i podeszłam do szafki. Wyjęłam z niej kosmetyczkę, a ze środka kosmetyczki wyjęłam żyletkę, której używałam bardzo często ostatnim czasem. Podwinęłam rękaw bluzy, z powrotem usiadłam na podłodze i przeciągnęłam metalowym, ostrym narzędziem po nadgarstku. Na początku robiłam tylko drobne zagłębienia, ale później cięłam się coraz mocniej. W końcu odczuwałam już tylko ból fizyczny, a o tym psychicznym zapomniałam. Na jasnej podłodze utworzyła się już spora kałuża bordowego płynu, który ciekł z mojej ręki. Patrzyłam zafascynowana, na każdą krople krwi wypływającą z ran. Po pewnym czasie stwierdziłam, że już dość wstałam z podłogi,odkręciłam kran, a rękę wsadziłam pod zimną wodę. Z szafki wyjęłam wodę utlenioną i bandaże i opatrzyłam sobie rany. Potem zdezynfekowałam żyletkę i umyłam podłogę mokrą od łez i krwi. Ubranie też miałam po plamione krwią, ale nikt się tym nie przejmie. Otworzyłam drzwi i weszłam do swojego pokoju, podeszłam do wciąż otwartych drzwi szafy i wyjęłam z niej czarne leginsy i szarą bluzę z długim rękawem. Przebrałam się. Później uczesałam się w koka i wyszłam z pokoju. Julka pewnie już coś jadła, chyba nie czekałaby tak długo, aż ja się ogarnę i zejdę na dół, żeby zrobić jej kanapkę. Weszłam do kuchni, a tam mama pakowała do torebki portfel. Miała na sobie elegancką, granatową sukienkę do ziemi i czarne buty na wysokich obcasach. Wyglądała pięknie.

-Łał! Mamo ślicznie wyglądasz- powiedziałam jej wchodząc do kuchni.

-Dzięki córciu. Na lodówce masz listę rzeczy, które chciałabym żebyś zrobiła, oczywiście nie musisz robić wszystkiego, bo wiadomo różnie z dziecimi bywa. Pamiętaj: najpierw dzieci potem jak starczy Ci czasu reszta. My już wychodzimy tata poszedł wyprowadzić samochód, wrócimy na obiad jutro mamy wynajęty pokój- mama udzieliła mi wszystkich niezbędnych informacji.

-Oki, bawcie się dobrze- odpowiedziałam

-Na pewno sobie poradzisz?- spytała w odpowiedzi

-Oj mamo, zawsze sobie radzę, to teraz też- odparłam

-To do jutra- powiedziała i nie czekają na moją odpowiedź wyszła z domu.Nareszcie chwila spokoju pomyślałam i włączyłam radio. Stwierdziłam, że zrobię naleśniki. Wyjęłam wszystkie produkty i zaczęłam pracę. Niedługo potem kończyłam smażyć ostatniego naleśnika. Zawołałam w stronę schodów:

-Ej naleśniki zrobiłam! Jak chcecie to zejdźcie na dół!- krzyknęłam dość głośno i wróciłam do kuchni trochę ogarnąć. Na stole postawiłam talerz z naleśnikami, nuttele i dżemy: truskawkowy, śliwkowy, wiśniowy i z dzikiej róży. Brudne naczynia powstawiałam do zmywarki. Gdy jako tako kuchnia była ogarnięta w jej drzwiach pojawił się Mike:

-Skąd wiedziałaś, że mam ochotę na naleśniki?- spytał uśmiechnięty

-Ja też mam na nie ochotę więc zrobiłam- odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech. Mike siadł przy stole i nałożył sobie na talerz pierwszego naleśnika, posmarował go nuttelą i zaczął jeść.

-Pycha- powiedział

-Cieszę się, że smakuje. Pójdę po Rose i Charliego oni też muszą coś zjeść. Julie powinna przyjść sama- powiedziałam Mikowi, na co on tylko kiwnął głową zajadając się naleśnikiem...


*Oczami Louisa*


Gdy przyjechała policja razem z Niallem wytłumaczyliśmy mniej- więcej całe zajście.

Policja aresztowała tego- jak on się nazywa to nie wiem, a nam powiedziała, że wszyscy będą przesłuchiwani jutro. Razem z Niallem postanowiliśmy zadzwonić po taksówkę, żeby Liam nie musiał psuć sobie wieczoru,a raczej nocy odwożąc nas do domu. Pomyślałem o tym jak dobrze będzie znaleźć się w domu w ciepłym łóżku i pomyśleć o tej dziewczynie, którą spotkałem rano. Będę snuł marzenia, że jeszcze się spotkamy i będziemy mieli gromadkę dzieci. Uśmiechnąłem się do swoich wyobrażeń, a Niall w tym czasie zadzwonił po taksówkę. Czekaliśmy na nią tak około 5 minut. Gdy podjechała i zobaczyłem kierowcę cały zbladłem, po prostu krew odpłynęła mi z twarzy, myślałem, że zaraz zemdleje, bo kierowcą był...


*Oczami Zayna*


Obudziłem się w nocy słysząc czyjś krzyk, przestraszyłem się. Okazało się, że to leżąca obok mnie Sarah krzyczy.

-Hej, już dobrze- powiedziałem zauważyłem, że Sarah płacze przez sen.

-Hej, Sarah obudzi się, to tylko sen. Już jest dobrze. Jestem przy Tobie- mówiłem cały czas do jej ucha przytulając ją mocno. Powoli otworzyła oczy.

-Gdzie ja jestem? Zabierz mnie od tego potwora, proszę weź go stąd- wyszeptała przestraszona wtulając się w mój tors.

-Hej, to tylko zły sen. Przestań już płakać. Jestem przy Tobie. Już jest dobrze. Opowiedz mi co Ci się śniło- mówiłem do niej uspokajająco

-To było straszne, bo śniło mi się, że Ty...


Rozdział wyszedł mi dość długi, ale ja nie jestem z niego zbyt zadowolona, a wy jak myślicie? Może być?

Komentarz- uśmiech na mojej twarzy

Za wszystkie komentarze z góry dziękuje :)


Do następnego,

Luśka :***




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz