Rozdział 12
*Oczami
Violetty*
Zatrzasnęłam
drzwi i z sunęłam się po nim ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam
płakać. Po chwili wstałam i podeszłam do szafki. Wyjęłam z niej
kosmetyczkę, a ze środka kosmetyczki wyjęłam żyletkę, której
używałam bardzo często ostatnim czasem. Podwinęłam rękaw bluzy,
z powrotem usiadłam na podłodze i przeciągnęłam metalowym,
ostrym narzędziem po nadgarstku. Na początku robiłam tylko drobne
zagłębienia, ale później cięłam się coraz mocniej. W końcu
odczuwałam już tylko ból fizyczny, a o tym psychicznym
zapomniałam. Na jasnej podłodze utworzyła się już spora kałuża
bordowego płynu, który ciekł z mojej ręki. Patrzyłam
zafascynowana, na każdą krople krwi wypływającą z ran. Po pewnym
czasie stwierdziłam, że już dość wstałam z podłogi,odkręciłam
kran, a rękę wsadziłam pod zimną wodę. Z szafki wyjęłam wodę
utlenioną i bandaże i opatrzyłam sobie rany. Potem zdezynfekowałam
żyletkę i umyłam podłogę mokrą od łez i krwi. Ubranie też
miałam po plamione krwią, ale nikt się tym nie przejmie.
Otworzyłam drzwi i weszłam do swojego pokoju, podeszłam do wciąż
otwartych drzwi szafy i wyjęłam z niej czarne leginsy i szarą
bluzę z długim rękawem. Przebrałam się. Później uczesałam się
w koka i wyszłam z pokoju. Julka pewnie już coś jadła, chyba nie
czekałaby tak długo, aż ja się ogarnę i zejdę na dół, żeby
zrobić jej kanapkę. Weszłam do kuchni, a tam mama pakowała do
torebki portfel. Miała na sobie elegancką, granatową sukienkę do
ziemi i czarne buty na wysokich obcasach. Wyglądała pięknie.
-Łał!
Mamo ślicznie wyglądasz- powiedziałam jej wchodząc do kuchni.
-Dzięki
córciu. Na lodówce masz listę rzeczy, które chciałabym żebyś
zrobiła, oczywiście nie musisz robić wszystkiego, bo wiadomo
różnie z dziecimi bywa. Pamiętaj: najpierw dzieci potem jak
starczy Ci czasu reszta. My już wychodzimy tata poszedł wyprowadzić
samochód, wrócimy na obiad jutro mamy wynajęty pokój- mama
udzieliła mi wszystkich niezbędnych informacji.
-Oki,
bawcie się dobrze- odpowiedziałam
-Na
pewno sobie poradzisz?- spytała w odpowiedzi
-Oj
mamo, zawsze sobie radzę, to teraz też- odparłam
-To
do jutra- powiedziała i nie czekają na moją odpowiedź wyszła z
domu.Nareszcie chwila spokoju pomyślałam i włączyłam radio.
Stwierdziłam, że zrobię naleśniki. Wyjęłam wszystkie produkty i
zaczęłam pracę. Niedługo potem kończyłam smażyć ostatniego
naleśnika. Zawołałam w stronę schodów:
-Ej
naleśniki zrobiłam! Jak chcecie to zejdźcie na dół!- krzyknęłam
dość głośno i wróciłam do kuchni trochę ogarnąć. Na stole
postawiłam talerz z naleśnikami, nuttele i dżemy: truskawkowy,
śliwkowy, wiśniowy i z dzikiej róży. Brudne naczynia powstawiałam
do zmywarki. Gdy jako tako kuchnia była ogarnięta w jej drzwiach
pojawił się Mike:
-Skąd
wiedziałaś, że mam ochotę na naleśniki?- spytał uśmiechnięty
-Ja
też mam na nie ochotę więc zrobiłam- odpowiedziałam
odwzajemniając uśmiech. Mike siadł przy stole i nałożył sobie
na talerz pierwszego naleśnika, posmarował go nuttelą i zaczął
jeść.
-Pycha-
powiedział
-Cieszę
się, że smakuje. Pójdę po Rose i Charliego oni też muszą coś
zjeść. Julie powinna przyjść sama- powiedziałam Mikowi, na co on
tylko kiwnął głową zajadając się naleśnikiem...
*Oczami
Louisa*
Gdy
przyjechała policja razem z Niallem wytłumaczyliśmy mniej- więcej
całe zajście.
Policja
aresztowała tego- jak on się nazywa to nie wiem, a nam powiedziała,
że wszyscy będą przesłuchiwani jutro. Razem z Niallem
postanowiliśmy zadzwonić po taksówkę, żeby Liam nie musiał psuć
sobie wieczoru,a raczej nocy odwożąc nas do domu. Pomyślałem o
tym jak dobrze będzie znaleźć się w domu w ciepłym łóżku i
pomyśleć o tej dziewczynie, którą spotkałem rano. Będę snuł
marzenia, że jeszcze się spotkamy i będziemy mieli gromadkę
dzieci. Uśmiechnąłem się do swoich wyobrażeń, a Niall w tym
czasie zadzwonił po taksówkę. Czekaliśmy na nią tak około 5
minut. Gdy podjechała i zobaczyłem kierowcę cały zbladłem, po
prostu krew odpłynęła mi z twarzy, myślałem, że zaraz zemdleje,
bo kierowcą był...
*Oczami
Zayna*
Obudziłem
się w nocy słysząc czyjś krzyk, przestraszyłem się. Okazało
się, że to leżąca obok mnie Sarah krzyczy.
-Hej,
już dobrze- powiedziałem zauważyłem, że Sarah płacze przez sen.
-Hej,
Sarah obudzi się, to tylko sen. Już jest dobrze. Jestem przy Tobie-
mówiłem cały czas do jej ucha przytulając ją mocno. Powoli
otworzyła oczy.
-Gdzie
ja jestem? Zabierz mnie od tego potwora, proszę weź go stąd-
wyszeptała przestraszona wtulając się w mój tors.
-Hej,
to tylko zły sen. Przestań już płakać. Jestem przy Tobie. Już
jest dobrze. Opowiedz mi co Ci się śniło- mówiłem do niej
uspokajająco
-To
było straszne, bo śniło mi się, że Ty...
Rozdział
wyszedł mi dość długi, ale ja nie jestem z niego zbyt zadowolona,
a wy jak myślicie? Może być?
Komentarz-
uśmiech na mojej twarzy
Za
wszystkie komentarze z góry dziękuje :)
Do
następnego,
Luśka
:***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz