piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 13

*Oczami Sarah*

Zaczęłam opowiadać Zaynowi mój sen:
-To było straszne, bo śniło mi się, że Ty zabrałeś mnie na imprezę do klubu, a potem jak z niej wracaliśmy zamieniłeś się w potwora. Ja próbowałam uciekać, ale Ty byłeś szybszy i nie miałam szans ucieczki, a jak mnie złapałeś to poczekałeś aż podjedzie tir i mnie pod niego wepchnąłeś, a potem, a potem...- zaciełam się nie mogłam mówić dalej łzy zaczęły płynąć po mojej twarzy.
-Sarah, proszę Cię nie płacz. Uspokój się i jak będziesz gotowa to zacznij mówić dalej, poczekam- powiedział do mnie Zayn i mocno przytulił. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić:
-A potem wyjąłeś mnie z pod kół, które już mnie przejechały. Było pełno krwi, a Ty rzuciłeś mnie w sumie moje ciało Joshowi i powiedziałeś:”Teraz możesz ją tak przerżnąć, że zapamięta na zawsze”- dokończyłam swoją opowieść i poczułam, że Zayn zacieśla uścisk.
-Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił- wyszeptał jej na ucho, a potem pocałował w skroń.
-Wiem, ale to wyglądało tak realistycznie. Przestraszyłam się. Coraz częściej mam koszmary, ale nigdy bynajmniej nie przypominam sobie, żebym miała aż tak straszny.- powiedział mu patrząc w jego piękne miodowe oczy, które w ciemności błyszczały.
-Chodź idziemy dalej spać, jesteś już bezpieczna- powiedział Zayn i położył mnie na swoim ciele przytulając ją mocno, lecz zanim znów odpłynęłam poczułam jego wargi na swoim czole. Już wiedziałam, że jestem bezpieczna i spokojnie mogę iść spać.

*Oczami Liama*

Tańczyłem z Nicol bardzo długo. W klubie widziałem już tylko Harrego. Reszta moich kumpli już się zmyła. Ciekawy jestem, dlaczego? Dlaczego oni tak szybko wyszli? Przecież mieliśmy bawić się do rana. Coś musiało im wypaść. Mimo to nie zamierzam się tym przejmować. Najwyżej wrócę z Harrym.
-Nicol, co byś powiedziała na krótką przerwę?- spytałem
-Masz racje, przerwa dobrze nam zrobi. Już mi nogi odpadają,- odpowiedziała mi Nicol. Nic dziwnego, w takich szpilkach jakie Nicki miała na nogach każdego by bolały. Liam uśmiechnął się i wziął Nicol pod ramię i zaprowadził do ich stolika.
-Chcesz cole czy coś mocniejszego?- spytał Nicol Liam.
-Cola starczy, dziękuje.- odpowiedziała i uśmiechnęła się. Gdy wracałem do stolika z dwoma szklankami coli w rękach zobaczyłem...

*Oczami Louisa*

Patrick- starszy brat Ashley. Powiedziałem do Nialla:
-To brat Ash, wiesz co zmieniłem zdanie. Wole się przejść.
-Nie przesadzaj przecież Cię nie zabije- odpowiedział mi Niall
-Skąd wiesz? Cała ich rodzina jest jakaś obłąkana- odparłem coraz bardziej się denerwując. Na moje szczęście z klubu wyszła jakaś kłócąca się para usłyszałem ich krzyki

*Kłótnia*

-Jak to nie wziąłeś telefonu?!-krzyknęła dziewczyna
-Ty miałaś, a poza tym jest rozładowany. Nie jestem jasnowidzem więc nie mogłem przewidzieć, że ktoś ukradnie Ci torebkę!- odkrzyknął chłopak
-I jak my teraz niby wrócimy do domu?! Na pieszo przejdziemy 20km?! Nawet nie mamy jak zadzwonić po taksówkę!- dziewczyna zaczynała histeryzować

*Koniec kłótni*

Zanim chłopak zdążył odpowiedzieć wtrąciłem się do rozmowy:
-Hej, krzyczeliście bardzo głośno więc usłyszałem, że nie macie jak wrócić do domu. Tam stoi taksówka możecie nią wrócić, bo ja i mój kumpel rozmyśliliśmy się i postanowiliśmy jeszcze się zabawić. A taksówki raczej nie odeślemy. To jak wracacie nią?- spytałem na koniec
-No pewnie, że wracamy. Dzięki, że nam powiedziałeś- odpowiedziała mi dziewczyna. Wzięła chłopaka za rękę i poszła w stronę zaparkowanego auta.
-Nie źle Louis, to co dzwonie po jeszcze jedną taksówkę co?- spytał mnie Niall
-Nom chyba tak, czymś musimy wrócić- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się, a Nialler odwzajemnił mój gest i wyjął telefon z kieszeni. Zadzwonił po taksówkę, a gdy skończył rozmowę powiedział:
-Za pięć minut przyjedzie taksówka
-Oki czyli znów czekamy- odpowiedziałem
-Nom nie mamy wyjścia, chyba, że chcesz wracać na piechotę?- spytał żartobliwie Niall i zaczął się śmiać,a ja do niego dołączyłem. Nim się obejrzeliśmy podjechała taksówka, wsiedliśmy do niej i podaliśmy adres kierowcy, a ten ruszył. Śmiałem się z Nialla gdy ten spytał mnie o chęć wracania na piechotę do domu wtedy zaczęliśmy się śmiać, a był to lepszy pomysł od wsiadania w taksówkę...

Do napisania,
Luśka :***



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz